• Niemoc twórcza i jak sobie z nią radzić

    Czy macie czasem tak, że gubicie inspirację? Wasza głowa jest pusta, a wam nic nie przychodzi do głowy? Albo, dla odmiany, nic wam nie wychodzi? Robicie to, co kochacie, znacie, używacie ulubionej techniki czy wzoru, a macie wrażenie, jakbyście się tego uczyli od nowa?
    Ja tak czasem mam. Niestety.
    Zdarza się, że choćbym chciała, nic nie wychodzi. Mogę spędzić wiele godzin w pracowni, a efekt jest marny i niezadowalający. A później mija dzień, czy dwa, wracam do nieudanych projektów i… kończę je w chwilę.

    Ten post będzie inny niż zwykle. Ostatnio miałam taki dość długi okres marazmu i „zagubienia”. Przetestowałam na sobie kilka sposobów na radzenie sobie w takiej sytuacji. A najwięcej na tym ucierpiał (a raczej zyskał 😉 ) sopelek z kryształu górskiego i srebra, którym go oplatałam.

    Zaczęłam pracę nad kryształem z myślą, że ma być opleciony prostym splotem, aby światło jak najładniej przebijało się przez jego przezroczystą strukturę.

    Ale im bardziej nad nim pracowałam, tym więcej pojawiało się problemów, których nie przewidziałam podczas planowania pracy… Co więcej dopadło mnie zwątpienie, zmęczenie, myśl: „nie dam rady”.

    Im bardziej się starałam, tym bardziej miałam wrażenie, że mi się nie udaje. Że naszyjnik „nie wychodzi”. Było to oczywiście subiektywne odczucie, ale nie potrafiłam się go pozbyć. Postanowiłam przetestować kilka pomysłów „z internetu” na to jak poradzić sobie w takiej sytuacji, szczególnie, że ów zły okres niebezpiecznie się u mnie wydłużał w tydzień i nie zapowiadało się, że na jednym tygodniu się skończy…

     

    1. Odpocznij, zajmij się tym jutro
    Odpoczęłam. Ale jeden dzień przerodził się w dwa, miałam ochotę na trzy, cztery…. 😀

    2. Ciepła kąpiel, zmiana otocznia
    W moim przypadku dwie sytuacje powodują, że nachodzi mnie nowa inspiracja. Jazda autem lub kąpiel. W obu przypadkach pomysły rodzą się niby mimochodem. Poszłam więc pod prysznic, znalazłam pomysł jak rozwiązać nurtujący mnie w owej chwili problem i… moje palce mnie i tak nie słuchały. Naszyjnik nie wychodził tak, jak chciałam.

    3. Popłacz sobie

    Rzadko płaczę i szczerze mówiąc nie miałam na to ochoty. Wolałam znaleźć rozwiązanie niż roztkliwiać się nad sobą (chociaż oczywiście, w wielu sytuacjach, płacz może stać się oczyszczający)

    3. Porozmawiaj o problemie z kimś bliskim

    Spróbowałam rozmowy. O tym, że mi nie wychodzi, choć się staram, że czuję się tym sfrustrowana i zmęczona, że im bardziej się staram tym, mam wrażenie, mniej mi się udaje osiągnąć zamierzony efekt. Choć rozmowa nie pomogła na tyle, by odblokować moją „twórczą niemoc”, usłyszałam poradę, by się.. nie starać

    4. Nie staranie się

    Przyjemny pomysł, prawda? Tylko niestety straciłam trochę materiału. Praca przy tak drobnych elementach jak srebro, przy drucie tak podatnym na uwypuklenie wszystkich błędów sprawia, że nie można się nie starać. Przynajmniej w moim przypadku. Nie staranie się tylko pogłębiło mój, już i tak marny, nastrój. I nie posunęło mojej pracy do przodu nawet o jeden krok.

    5. Spotkanie z przyjaciółmi, relaks z przyjaciółmi

    Doszłam do wniosku, że im bardziej skupiam się na swojej niemocy, tym jest gorzej. Postanowiłam zająć się czymś zupełnie innym. Spędziłam wieczór ze znajomymi relaksując się i śmiejąc. Czy pomogło? Nie całkiem i nie od razu. Nie stał się oczywiście cud i nie rozwiązałam wszystkich moich problemów w minutę, ale okazało się, że powoli zaczyna mi wszystko wychodzić. Rozmowa na inne tematy niż moje sprawy czy problemy sprawiła, że się odstresowałam. Rozwiązałam problem nie skupiając się na nim i poszukiwaniach sposobu radzenia sobie z nim, ale na tym, że moi znajomi też mają swoje sprawy, radości, problemy i małe oraz duże zwycięstwa. Inni ludzie to jednak potęga 😉

    Co więcej okazało się, że naszyjnik wcale nie jest nieudany. Wręcz przeciwnie, wygląda świetnie a dla mnie stał się wyjątkowy. Po raz kolejny też okazało się, że niespodziewane zmiany w projekcie, mogą wyjść na dobre..

     

    W konsekwencji, po skończeniu naszyjnika z kryształem górskim, coś się we mnie „odblokowało”. Trochę niechcący powstał szybko kolejny naszyjnik. I kolejny…

     

     

    Pierwszy z nich jest miedziany na bazie przepięknego chalkopirytu. Zrobiłam go tak szybko, że jeszcze tego samego dnia wykonałam kolejny projekt.

     

     

    Naszyjnik zawieszony jest na łańcuszku o długości ok 70cm. Miedź jest oksydowana.

     

     

    Poniższy naszyjnik z przepięknym malachitem miałam w planach po zrobieniu bransoletki z tym samym kamieniem. I choć wydawało mi się, że muszę przeznaczyć na niego trochę czasu, dzięki nagłej inwencji twórczej zrobiłam go szybciej niż zwykle.

    Bransoletkę znajdziecie tu

     

     

    I jeszcze jedno ujęcie naszyjnika 🙂

     

     

    Jest to wpis bardzo subiektywny. Nie wiem, jak wy radzicie sobie w takich cięższych chwilach, ale chętnie usłyszę Wasze historie lub rady w komentarzach. A ja biorę się do dalszej pracy 😉

     

2 komentarzeso far.

  1. Mariola B.B. napisał(a):

    Piękne.
    Niemoc twórcza bywa, lecz jak odchodzi to wtedy powstają cudeńka 😉 pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *